Litania do aniołów i archaniołów
Panie, zmiłuj się nad nami.
Chryste, zmiłuj się nad nami.
Panie zmiłuj się nad nami.
Chryste, usłysz nas.
Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, Stworzycielu Aniołów, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże, władco Aniołów,
Duchu Święty Boże, życie Aniołów,
Święta Trójco Jedyny Boże, szczęście Aniołów,
Święta Maryjo, módl się za nami.
Królowo Aniołów,
Święty Józefie,
Wszystkie święte chóry błogosławionych Duchów, módlcie się za nami.
Święci Serafini, Aniołowie miłości,
Święci Cherubini, Aniołowie słowa,
Święci Aniołowie z chóru Tronów,
Święci Aniołowie życia,
Święci Aniołowie wielbiący Boga,
Święci Aniołowie chóru Panowania,
Święci Aniołowie chóru Potęg,
Święci Aniołowie chóru Książąt,
Święci Aniołowie chóru Mocy,
Święty Michale Archaniele, módl się za nami.
Zwycięzco Lucypera,
Aniele wiary i pokory,
Stróżu sakramentu chorych,
Patronie umierających,
Wodzu niebieskich zastępów,
Ratunku dusz zagubionych,
Święty Gabrielu Archaniele,
Aniele Zwiastowania,
Wierny wysłanniku Boży,
Aniele nadziei i pokoju,
Opiekunie sług i służebnic Bożych,
Stróżu Chrztu Świętego,
Patronie kapłanów,
Święty Rafale Archaniele,
Aniele miłości Bożej,
Zwycięzco złego ducha,
Wspomożycielu w każdej potrzebie,
Aniele cierpienia i uzdrowienia,
Patronie lekarzy, podróżnych i pielgrzymów,
Wielcy Święci Archaniołowie, módlcie się za nami.
Aniołowie pełniący służbę przed tronem Bożym,
Aniołowie pełniący służbę dla nas ludzi,
Święci Aniołowie Stróżowie,
Pomocnicy w naszych potrzebach,
Światła w naszych ciemnościach,
Oparcie nasze w każdym niebezpieczeństwie,
Upominający nas przez głos sumienia,
Orędownicy nasi przed Bożym tronem,
Tarczo broniąca nas przed złym duchem,
Nasi stali towarzysze,
Nasi pewni przewodnicy,
Nasi wierni przyjaciele,
Nasi roztropni doradcy,
Dający nam przykład natychmiastowego posłuszeństwa,
Pocieszyciele w opuszczeniu,
Odbicie pokory i radości,
Aniołowie naszych rodzin,
Aniołowie naszych kapłanów i duszpasterzy,
Aniołowie naszych dzieci,
Aniołowie naszej ojczyzny,
Aniołowie Kościoła Świętego,
Wszyscy Święci Aniołowie,
Bądźcie z nami w życiu,
Bądźcie z nami przy śmierci,
W niebie wam za to podziękujemy !
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami.
P. Bóg rozkazał swoim Aniołom.
W. Aby cię strzegli na wszystkich Twych drogach.
Módlmy się:
Wszechmogący wieczny Boże, udziel nam pomocy Twych Niebiańskich zastępów, aby nas strzegły przed napaściami złego ducha i abyśmy przez Najdroższą Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa i przyczynę Najświętszej i Niepokalanej Dziewicy Maryi uwolnieni od wszelkiego nieszczęścia mogli Ci służyć w pokoju.
Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
Dzień 1 nowenny
Aniele Boga. Broń mnie przed wszystkim, co wychodzi z mojego serca i chce przejąć nade mną kontrolę. Broń mnie, bym nie kiwał z aprobatą głową, wsłuchując się w całą litanię oskarżeń w stosunku do tych, którzy mnie denerwują, wykorzystują czy atakują. Broń moich myśli i ust, bym nie rzucał dookoła oskarżeń i narzekań na wszystko i na wszystkich, jak gnój na wiatrak. Aniele Boga, jest tyle słów, które cisną mi się na usta, gdy mijam kolejne skrzyżowania dni i nocy. Wystarczy, że ktoś zajedzie mi drogę jakimś swoim od czapy pomysłem, jak zamyślony rowerzysta z muzą na uszach i mózgiem w plecaku, który wjechał dziś na pasy na czerwonym. Musiałeś się dziś nasłuchać ode mnie kolejnej litanii przekleństw i sądów, bo znowu zgubiłem drogę ignorując mapę, którą tak cierpliwie każdego dnia przede mną rozkładasz. „Błogosław Boga, bo jest dobry” – mówisz. „Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna”. Oj, Aniele – wiesz, jak będzie i nadal przy mnie jesteś? Dziękuję. Po prostu dziękuję.
(Prz 3)
Dzień 2 nowenny
Ojcze, poślij Swojego anioła przed wszystkim, co zmierza w kierunku naszych dzieci. Niech stanie między każdym obrazem, słowem, wiadomością i niech będzie przy drzwiach ich oczu, uszu i serca. Poślij do nich anioła, aby ich strzegł, gdy wstają do swoich nadziei i gdy kładą się w swoje ukryte lęki.
Uczyń mnie posłusznym, cichym sługą ich powołania. Niech moje ambicje, urazy i bóle nie staną na przeszkodzie między dzieckiem, które mi dałeś a Twoją wolą. Jeśli chcesz, żeby przeszły przez cierpienie samotności, pustyni sensu, goryczy rozstania, zabłąkania na wyludnionych drogach, z połamanymi drogowskazami, które kiedyś wskazywały którędy iść do piękna, pokoju i prostego szczęścia, a dziś wszyscy się z nich śmieją… jeśli te drogi są dla moich dzieci konieczne, poślij z nimi Swoich aniołów. Poślij aniołów szczególnie w te miejsca, do których nie dociera już żadne pocieszenie, ani nawet jeden promień światła. Niech pewnego dnia odnajdą źródło miłości – nawet jeśli znajdą je poza granicą moich wyobrażeń. A mi, Aniele Boga, pomóż być przy dziecku tak czy siak – po prostu, jak jesteś Ty – cicho, cierpliwie i bez cienia pretensji. Amen
(Rdz 24)
Dzień 3 nowenny
Aniele Boga, osłoń mnie, niech mnie już nie truje bezzapachowy czad smutku, który podpełza za każdym razem, gdy widzę sukcesy innych lub gdy ktoś nawet nie spojrzy na mój obiad, moją pracę, moje staranie, na cokolwiek, co myślałem, że zasługuje na Nobla lub przynajmniej na chóralne „dziękuję”. Mam wrażenie, że codziennie urządzają sobie po moim życiu bezczelny rekonesans. Nie potrafię im sam stawić czoła. Każda taka próba kończy się kolejnym łomotem. Zajęli już niemal całe moje serce. Już od jego progu szydzą z moich prób walki. Mimo wszystko ja nie chcę się poddać.
Archaniele Michale! Wspomagaj mnie w walce! Uderz na bunkry nieczystości, dywizje chciwości, okopy próżności, czołgi gniewu, przenieś mnie przez wilcze doły gnuśności, obojętności i lenistwa i zetnij głowę trollowi pychy. Trudno – może znów wrócę z tej wyprawy bez zębów, ale „Któż jak Bóg?”, prawda? „Któż, jak Bóg?” Archaniele Michale! Z miłości do miłości Boga. Naparzamy i co będzie to będzie. Amen.
(Wj 23, 23)
Dzień 4 nowenny
Aniele Boga, proszę przyjdź za zasłonę moich ukrytych tęsknot, win i niepowodzeń. To jedyne miejsce, gdzie nie odgrywam żadnej wyćwiczonej roli. Okadzam w nim ołtarze moich wspomnień, powtarzam litanię marzeń, płaczę nad stratą kolejnych dni, miesięcy i lat. To tutaj ciągle analizuję co mogłem zrobić inaczej, co mogli inni… to tutaj wyszywam i rozwieszam kolejne zasłony smutku.
Archaniele Gabrielu – przyjdź za te niewidzialne zasieki i przynieś mi Słowo Wszechmogącego Boga – wprawdzie nie ma żadnej gwarancji, że w nie od razu uwierzę, ale pozwól je usłyszeć. Tylko ono ma moc odmienić mój sposób myślenia, rozpromienić moją twarz i sprawić, że spojrzę na wszystko, co do tej pory ze mną się działo i zamilknę z zachwytu i zawstydzenia, jak zakochani na pierwszej randce.
Czy możesz powtórzyć jeszcze raz to, co powiedziałeś już kiedyś wyśmiewanym, bezradnym, bezdzietnym staruszkom? Że w mojej bezpłodnej historii pojawi się nowe życie. Że zobaczę wielkie dzieła Boże – w mojej kuchni z zawalonym pod sufit zlewem, na bezrobociu i w zarobieniu po uszy, w toksycznych relacjach, w zatłoczonym tramwaju, w samotności, w której słyszę tyle szyderstw na swój temat a wątpliwości „czy to wszystko ma sens” wyskakują nawet z lodówki. Przyjdź i powtórz to jeszcze raz i jeszcze raz, i kolejny… że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i że co obiecał to spełni, choćby się waliło, paliło a ja byłbym starszy od dinozaurów. I tak doprowadzi Swoje dzieło do końca: sprawi, że będę kochał bez wysiłku i zapłaty, a moi najbliżsi będą mogli dzięki temu poznać, że jest Bóg i że jest dobry. Po prostu.
Czy mógłbym Cię prosić, żebyś przyszedł teraz, bo potem to różnie ze mną może być. Proszę, nie zostawiaj mnie z tą tęsknotą sam na sam. Amen.
(Łk 1, 5-25)
Dzień 5 nowenny
Aniele – Darze Boga, który od dnia mojego poczęcia jesteś gotowy rozprawić się z każdą z moich głupot. Wystarczyłoby, żebym Ci tylko pozwolił. Przepraszam, że tak mało się odzywam, ale wiesz jak to ze mną jest… Ilu ludzi nosi dzisiaj na sobie ciężary moich sądów, złych myśli, bezlitosnych wyroków, przemądrzałych porad, głazów oczekiwań? Ilu ludzi musi codziennie opatrywać nowe rany od sztyletów moich niby życzliwych uwag, drobnych uszczypliwości, na które – jak sobie ciągle wmawiam – przecież zasłużyli i które są im niezbędne do szczęścia, rozwoju i w ogóle – do zbawienia. Na ilu ludziach wieszam psy, tylko dlatego, że nie raczyli zauważyć moich starań bycia dla nich dobrym. Ja tu sobie życiodajne przyjemności podcinam, a oni nawet nie spojrzą, nie podziękują, nie docenią. Wchodzą z butami w moje chrześcijańskie strefy komfortu, klękają byle jak (jeśli w ogóle), nawracają się w ostatniej chwili, nie znają nawet drugiej zwrotki „O Stworzycielu Duchu przyjdź” – co to w ogóle za towarzystwo? Ja sobie w niebie wieczności z nimi nie wyobrażam. Jezusa pewnie pobrudzą, a co gorsza – aż strach pomyśleć – Maryję pomylą z Marią Magdaleną.
Aniele Boga. Gdybyś był powołany na świadka wszystkich moich myśli i musiałbyś je wszystkie obwieścić na głos, to by dopiero był skandal! Ile razy myślę, że mam rację i że wystarczyłoby, żeby w końcu „to do nich wszystkich dotarło”, i wtedy „wszystkim by się życie normalnie ułożyło”. Ile razy wyruszam na wyprawę, by przeklinać tych, których nie rozumiem, którzy snują się przez życie żebrząc po kolejne emocje, jak bezdomni od śmietnika do śmietnika, nie wiedząc skąd i dokąd idą, i nagle wpadają pod moje przenajświętsze stopy… szukając bezpiecznej przystani, jak zabłąkany ślimak na alejce po deszczu. Ilu takich zagubionych wędrowców zgniotłem niecierpliwością, arogancją i autorytarnym podsumowaniem, że „tak się nie robi”, że „byś się wziął jeden z drugim do roboty”. O ilu ludziach myślę, że są gorsi, jacyś beznadziejnie inni, nieudani, zepsuci, nie nadający się do niczego, a na pewno nie zasługujący na ani jedno moje dobre słowo, bo sami są sobie winni? Mieli inne drogi do wyboru, a wybrali te złe, więc trzeba wydać wyrok i niech znikną mi jak najszybciej z oczu. Śpieszę się przecież do kościoła.
Aniele Boga. Jedyną rzeczą, którą dziś coraz lepiej widzę to to, że jestem ślepy. Nie widzę np., że każdym wyrokiem, który wydaję wobec kogokolwiek, skazuję na śmierć także siebie. Proszę Cię – ukaż się moim oczom wyraźnie – z mieczem Słowa Ojca, które ma twarz, oczy, uśmiech i konkretne imię. Ukaż moim oczom wyraźnie tę prawdę, że każdy gniew i sąd, każda czystka w moich myślach to kolejny gwóźdź w dłoniach i stopach Jezusa. Kolejny krzyk Jego miłości: „Ojcze, kocham ją”, „Ojcze, kocham go!”. „Ojcze, w każdy ich grzech i w każdą głupotę wchodzę cały, żebyś nie musiał ich nigdy przekreślić”. To jest najszybszy i najbardziej dramatyczny szach-mat w dziejach.
Aniele Boga. Zanieś łzy mojego wstydu do tronu Tego, któremu z taką wiernością służysz i opowiedz mu o tym człowieku głupszym od osła, który chciałby do Niego wrócić, ale nie może, bo jest sparaliżowany strachem. Powiedz mu o tym duchowym fajtłapie, którego tak do szaleństwa kochasz. Zapytaj, czy znalazłby jakiś sposób, by do mnie przyjść. Głupie pytanie? No tak. Zapytaj w takim razie, czy zechce jeszcze raz być przy mnie i we mnie, gdy będzie umierała moja wola. Proszę. Nie chcę już bez Boga niczego więcej myśleć. O sobie i innych również. Wyłącz we mnie wszystkie dźwięki. Niech w końcu usłyszę miłość Boga. Do mnie i do wszystkich. Poproś o trzy pocałunki w miejsce miliardów moich raniących myśli i słów: pocałunek usprawiedliwiającego Ojca, i Syna i Ducha Świętego. Amen.
(Lb 22)
Dzień 6 nowenny
Aniele Boga. Powiedz, jak to jest, że kiedyś Bóg wychodził z ludźmi i za nich walczył, a teraz jakby zasnął. O co mi chodzi? Na przykład biegł taki Dawid na uzbrojonego po zęby olbrzyma, rzucał kamień z potoku i łup – po strachu. Albo taki Mojżesz – wyciągnął kawał kija, uderzył w morze, a przed nim rozwija się plaża. Znowu wyciąga kij i na oczach wszystkich ginie najpotężniejsza armia świata. Jak to jest? Teraz żebym nie wiem ile kamieni rzucił i machał kijem cały dzień, nic się z moimi problemami nie stanie – przeciwnie. Jeszcze dostanę za to mandat. Każdy z moich bliskich ma dziś przeciw sobie po kilku olbrzymów na metr kwadratowy naszego małego mieszkanka. Próbuję do nich podbiec, zamachać szabelką, ale potykam się o własny strach, a czasem o rozpacz. Pod oknem ich smartfonów dniami i nocami przewalają się kolejne pochody nienawiści i szyderstw, skrzynka odbiorcza zapycha się od kpin, plotek i odmóżdżających filmików a zaszyfrowane pokoje coraz częściej ociekają krwią niewinnych. Seriale zamieniły się w uniwersytety zboczeń, fabryki infantylnych autorytetów i niszczarki prawdy i piękna. Z jednej strony zalewa nas morze kłamstw, pornografii, brutalnych i obrzydliwych rozrywek, z drugiej rozpędzają się rydwany mody i hejtu, z których sypią się ostre strzały komentarzy. Nasze wirtualne relacje zamieniły się w samotne sale tortur albo bezrefleksyjne fastfoody z zestawami fejków. Nie ma jak uciec z tego potrzasku. „Łzy są moim chlebem we dnie i w nocy. Gdzie jest Bóg” – pytają mnie co dzień. Czy będzie jeszcze dla nas łaskawy? Nie. Nie wierzę, że zasnął. Nie wierzę, że się oddalił. Przybił się przecież gwoździami do moich klęsk i upadków. Jest bliżej niż myślę, ale jakby poza zasięgiem mojego wołania. A może niepotrzebnie się wydzieram, może powinienem po prostu zacząć słuchać? Nie potrafię jednak spokojnie wysiedzieć w miejscu. Pytam się siebie „Czemu zgnębiona jesteś, duszo moja, i czemu trwożysz się we mnie?”, ale odpowiedzią jest bezradny szloch. Co mam robić, żeby się ratować z tego przewrotnego pokolenia, którego DNA jest także moim? Jak ratować dzieci, które tonął w samotnych bagnach depresji, buntów i uzależnień? „Idź z tą siłą, jaką posiadasz i wybaw” swoje dzieci i wszystkich. Aniele Boga, wybacz, ale takie rzeczy to są możliwe tylko w grach i to pod warunkiem, gdy się ma trzy życia. Jestem przecież mistrzem w rzucaniu się do ucieczki. Robię to nawet wtedy, gdy ktoś tylko krzywo na mnie spojrzy a co dopiero, gdy trzeba będzie walczyć o każdy milimetr wiary, nadziei i miłości? Dziwię się, że w dowodzie osobistym w cechach szczególnych nikt nie napisał mi „Najżałośniejszy przykład niemocy”. Aniele Boga. Uczyń dla mnie znak – zapowiedź pomyślności, ażeby ci, którzy mnie nienawidzą, ujrzeli ze wstydem, że Pan mi pomógł i pocieszył mnie, że jest moim obrońcą i że On mnie będzie prowadził.
Umówmy się, że idąc spać położę przed tobą moją wyschniętą nadzieję. Jeśli rankiem nic się na zewnątrz nie zmieni, a nadzieja będzie miała w sobie wodę życia, pójdę. Albo może jeszcze zróbmy tak. Następnego dnia na pustyni mojej bezradności położę cały kłębek lęków. Jeśli rano z tego kłębka nic się nie da wycisnąć, a za to cała moja szara codzienność zacznie błogosławić Boga… wówczas pójdę. Pewnie będą mi się łydki trzęsły i zaschnie mi w gardle, ale pójdę. Pierwsze, co zrobię to powiem moim najbliższym, że ich kocham. A wiesz… – ty się zajmij przekonywaniem mnie o mocy Boga, a ja idę wyznać miłość już teraz. Tego mnie nauczyłeś – z miłością nie trzeba czekać. Z miłością to trzeba lecieć, jak na skrzydłach. Czy można wierzyć komuś takiemu, jak ja? No nie można, ale niech mówią i myślą co chcą. Po prostu pragnę kochać. To przecież największa tęsknota, którą złożył we mnie Bóg, gdy mnie stwarzał. Byłeś przy tym. Niech ta tęsknota będzie pierwszym i ostatnim oddechem wszystkich moich chwil. Tylko wtedy patrząc na mnie każdy będzie mógł powiedzieć: Bóg istnieje i jest potężny i dobry, skoro taki egoista zaczyna kochać i nic za to nie chce. Amen.
Ps. Ale z tym porannym znakiem to serio – nie zapomnij, dobrze? Nie chcę już więcej kontemplować swoich strachów.
Dzień 7 nowenny
Archaniele Rafale. Przyjdź. Pogoń z naszych domów ducha niszczyciela, zabijającego jedność, zgodę, a nawet zwykłą rodzinną kolację przy stole. Wiem, że wniosłem w moją rodzinę walizki wypchane tykającymi bombami przeszłości: złe wspomnienia, uprzedzenia, przyzwyczajenia, grzechy, nałogi. Niby wszystko szczelnie pozamykałem na suwaki i kłódki milczenia, ale co jakiś czas wypada kolejny trup z szafy i… szok. Najczęściej się wypieram, że to nie moje, że ja tak bym przecież nigdy nie postąpił, ale kogo ja chcę oszukać? Moje grzechy mam wypalone w moich nerwicach jak niewolnik czy cielę – żelazem na czole.
Archaniele Rafale przywróć naszym domowym krzyżom, niemocom i bezsilnościom piękno i czułość łoża miłości. Niech każdy czuje się kochany, przyjęty taki jaki jest, usprawiedliwiony ze wszystkich głupot i błędów i całkowicie wolny, by tę miłość przyjąć. Pomóż nam, przepędź oskarżyciela i speca od ogni namiętności, zwiąż go i nie wypuszczaj. Mnie też zwiąż. Mocno, ale gdzie indziej. Niszczyciel niech już ugrzęźnie na zawsze poza horyzontem naszych okien. Natomiast mnie – przywiąż do prawdy o mnie, o moim małym człowieczeństwie, w którym Bóg zakochał się do szaleństwa, zwiąż mnie, żebym przy pierwszej lepszej okazji nie czmychnął z lęku przed niepewnością lub na widok kogoś, komu nie potrafię wybaczyć lub on nie potrafi wybaczyć mi.
Proszę Cię, Aniele Miłości. Wiem, że już to mówiłem, wiem, że Tobie nie trzeba tysiąc razy powtarzać, tak jak mi, żebym coś zrobił lub żebym nie robił. Ale zanieś przed tron Boga to krótkie błaganie: „Boże, to ja, wiesz, ten pyłek na wietrze historii, ten ciągle zasmarkany niedowiarek z ulicy Psalmów i Lamentacji, ten od Twojej Ukochanej – Królowej domków z ogródkiem i blokowisk, spraw, żebym przestał się bać, że moje wypadki i zagubienia nie mają najmniejszego sensu, żebym w nich zobaczył Ciebie – czułego Ojca, który tuli dziecko po kolejnej kraksie na rowerku. Żebym też nigdy nie zwątpił o Twojej miłości do mnie – tego prawdziwego, ze spowiedzi przed lustrem”. A jak już zaniesiesz ten list to szybko wróć i…
przytul, bo znowu cały się trzęsę. Amen.
(Tb 6-8)
Dzień 8 nowenny
Przyjdź. Gdzie nie spojrzę – krążą głodne lwy. Nie mogę się ruszyć. Głoduję. Każdy z nich nie przebiera w słowach: Weź sobie w końcu odpuść! – wrzeszczą. – Po co w ogóle się męczysz z tą wiarą, z tą czystością, z tą głupią uczciwością? Co ci to dało? Może poczułeś się od wszystkich lepszy? Tak ci na tym zależało? Teraz jednak bądź realistą: teraz to nasze królestwo. Popatrz: lwy pożądliwości, wzgardy, wygodnictwa, egoizmu, gniewu i wszystkie inne i tak dopadną twoich najbliższych, a i ty będziesz naszą kolacją. Nikogo w tym swoim uporze nie uratujesz. Odpuść sobie. Nawet nikt się o tym nie dowie. Możesz sobie zakładać ten pierwszokomunijny garniturek, ale zacznij żyć jak inni – pełnią życia. Jeszcze raz ci powtarzam – NIKT SIĘ NIE ZORIENTUJE. Zgaś światło i rób co inni. Lista przyjemności wisi przed twoimi oczami. Patrz. Nie odwracaj głowy. Poczytaj i wybieraj. A skoro tak chcesz się podobać Bogu to sobie pomyśl: serio, jest taki dobry, skoro pozwala ci cierpieć bez sensu i zadawać rany tym, których kochasz? Pozwala na te wojny, głód, choroby, terror ideologii, wyrzynanie niewinnych… mogę jeszcze długo wymieniać. A ty siedzisz sam i sobie wmawiasz, że będzie dobrze. Otóż – nie będzie. Umrzesz i tyle z tego będziesz miał. Ulżyj sobie, odpuść, ponarzekaj, poplotkuj, ukłoń się tym myślom choć raz, pozazdrość trochę, zawalcz o swoje zdanie, o swoje racje, zobaczysz ile to daje satysfakcji. Będziesz miał co jeść – oczami, uszami i tak całkiem normalnie. Do syta. Będą się ustawiać w kolejki, żeby się z tobą napić wybornego wina szacunku i poważania. Odpuść sobie tego Boga, człowieku!
Próbuję tego nie słuchać, ale czuję, że słabnę. Moje serce nie ma już nic do jedzenia. Mój rozum nie chce już w ogóle ze mną rozmawiać. Może te lwy mają rację – kim jestem i co ja chcę udowodnić?
Przyjdź. Aniele Boga. Wbrew wszelkiej nadziei, chcę mieć nadzieję, że ta malutka kajuta mojego człowieczeństwa płynie pod żaglami dobrego okrętu. Wbrew temu o co (i jak) kłócą się ludzie Kościoła, wbrew temu, co słyszę na swój (i innych) temat. Wbrew wszelkim moim próbom naprawiania wszystkiego po swojemu, od czego niejeden wyleciał za burtę lub nabawił się morskiej choroby i nie chciał mieć z Kościołem nic wspólnego. Wbrew wszelkim wyobrażeniom do czego to wszystko zmierza – przyjdź i przynieś mi pocieszenie od Pana. Jego miłosny list. Wiem, że nie jestem godny, żeby na ten list nawet spojrzeć, ale wystarczy tylko jedno Jego słowo, a będę uzdrowiony. Będą zdrowe moje spojrzenia, myśli, wspomnienia, praca i odpoczynek. Będę zdrowy, a moje spojrzenia będą jak gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka – jedyne rzeczy, które zostały na ziemi po utraconym Raju. Jedno słowo. Poleć po nie. Jakoś je wyproś, jak wypraszałeś mi już tyle pocieszeń. Że jak? Że jacyś goście do mnie? Ja nikogo nie zapraszałem. Gdzie są? Pod drzwiami mojego serca? Ale przecież wiesz co zastaną: bałagan, syf, a ja już tyle czasu się nie myłem. A może to jakaś złośliwa ekipa sprzątająca, jakiś moralistyczny podstęp, żebym sporządniał ze strachu? Nie? No to kto się tak dobija? Ten, który stworzył niebo i ziemię? Ojciec, Syn i Duch Święty? Ale to niemożliwe. Niemożliwe i już. Mam spojrzeć przez judasza? Przez moją największą zdradę w życiorysie? Boże! Jesteś przy mnie! Wejdź, wejdź i rozgość się, choć jak się mnie dotkniesz to pewnie pożałujesz. Ale wejdź. Boże! Aniele, mój Przyjacielu – uszczypnij mnie. Amen.
Ała! Na żartach się nie znasz?…
O rany… Dziękuję, że jesteś.
(Dn 14, 23-42)
Dzień 9 nowenny
Ukryłem się na strychu wspomnień, ale i tu mnie dopadli. Wywęszyli moją kryjówkę. Trzymam w niej ostatnie słoiki z pachnącymi powidłami marzeń i z truskawkowym smakiem dzieciństwa, a na czarną godzinę buteleczki z lekko musującym sokiem zakochania. Popijam sobie z nich czasem dla kurażu, ale ostatnio najczęściej, żeby choć trochę się pocieszyć, żaląc się starym zdjęciom prosto w oczy. Ten strych to tak naprawdę wierzchołek wysokiej góry. Wiem z czego jest usypana. To gruzy moich starań i planów, moich pomysłów na życie, modeli domów i relacji, no i oczywiście całe mnóstwo kawałków tynku, które w latach świetności były częścią eleganckich religijnych fasad. Wśród kamieni rozpoznaję też fragmenty po świątyni, w której kiedyś chodziłem wśród radosnych okrzyków, płacząc ze szczęścia. Świątyni, w której czułem się bezpieczny, rozumiany, kochany. Pamiętam jak ją zacząłem niszczyć, zapraszając kolejnych handlarzy. Najpierw przyszli łgarze w złotych szatach, którzy twierdzili, że do Boga to nie można startować z pustymi rękami. Trzeba Go przekupić, zarobić na Jego łaskę. „A jak myślisz, dlaczego ciągle masz pod górkę? – pytali. – Przecież to jasne jak słońce, że musisz przynieść Mu coś, co zwróci Jego uwagę, a nie te infantylne paciorki łez, czy zakrwawione szmaty twoich klęsk”. Uwierzyłem im. Zacząłem coraz skrzętniej ukrywać obdrapane kolana po upadkach, siniaki pomyłek po zderzeniu z kolejnym murem i nikt już nie usłyszał, że mam jakieś wątpliwości. Handlarze przyprowadzili programistów zachowań, speców od wizerunku, którzy nauczyli mnie jak można sobie spokojnie prowadzić podwójne życie, pełniąc funkcję arcykapłana pokory i świętości, a przy tym myśleć o wszystkich jak o stadzie baranów, które bezmyślnie tratują łąki mojego dobrego samopoczucia. Nie zdążyłem się obejrzeć, a pod murami świątyni zjawiła się ta horda, która teraz podpala myśl za myślą. Kompromitacja w pracy, bezrobocie, choroby, obmowy, rozłam w rodzinie, coraz trudniej przeżyć do pierwszego, coraz mniej spokojnie przespanych nocy – pocisk za pociskiem niszczył kolejne wieże, z których tak lubiłem patrzeć na wszystkich z góry, popijając drinki z palemką samozadowolenia. Rozglądam się. Oblężenie zaciska pierścień. Patrzę z niepokojem w niebo, krzyczę, ale mam wrażenie, że ktoś je zabetonował. Nie mam już szans na ucieczkę. Moje ukryte grzechy, niewole, bóstwa, którym tyle razy całowałem stopy i drapieżne lęki… wojownicy uzbrojeni po zęby… nadjeżdżają, by zdusić ostatnią nadzieję. Nie ma już szans na ratunek. Pierwsze strzały rozpaczy świszczą już przy uszach mojej duszy. Boże! Czy już wyczerpałem limit na karcie Twojej litości?
Aniele Boga, ty, który dniem i nocą powtarzasz Ojcu moje imię, powiedz Mu, że jest mi strasznie głupio, że wrzuciłem do niszczarki tyle Jego wspaniałych planów. Machałem ręką na każdy nieprawdopodobnie piękny plan Boga, tak jak koliber macha skrzydłami nad kwiatem. Dziś to widzę i pewnie jest już za późno, ale coś mi mówi, że warto jeszcze raz spróbować. Jego myśli nie są moimi myślami i Jego drogi także. To mi daje tę ostatnią nadzieję, że wbrew wszystkim moim kalkulacjom nie jest jeszcze za późno. Dlatego leć, proszę cię, Przyjacielu, który pragniesz mojego dobra, powiedz Bogu, że na skrzyżowaniu miliarda ważnych spraw, jęczy mała istotka, takie nic plus grzech i powołuje się na zapis w pewnej umowie. Powiedz w moim imieniu tak: „Twój Syn, mój Brat, Jezus Chrystus, wisząc na krzyżu, skreślił cały mój dług i powiedział, że od tego dnia jestem już Twoim dzieckiem na amen, dziedzicem całego nieba. Dlatego… Tato, Tatusiu… wiem, że jadę po bandzie, ale… przyjdź i powiedz mojej duszy: Jam Twoim zbawieniem. Przyjdź, bo zwariuję… a no tak… zapomniałem, że Ty kochasz wariatów. Przyjdź w takim razie kiedy chcesz, ale wcześniej poślij Swoich aniołów – niech osłonią mnie w tym piecu strachu, zwątpień i bezsilności. Niech wszyscy ujrzą wyraźnie, że jesteś dobry i kochasz tę owieczkę z połamanymi kopytkami. Wprawdzie tylko leżę i beczę, ale wypatruję już tylko Twojej miłości. Tej darmowej, bo przecież innej miłości nie ma. Prawda? Przyjdź! Nie omijaj ani jednej mojej sekundy. Nawet tej najgłupiej wykorzystanej, pogubionej, zamglonej i wystraszonej. Nie omijaj mnie, proszę. Amen.
Ps. Gdyby trzeba było porozmawiać o szczegółach umowy dotyczącej mojego zbawienia, upoważniam Jezusa do wszelkich negocjacji w moim imieniu. Ufam Mu. Ja niżej podpisany – życiowy osioł, świadek narodzenia Boga w stajni mojej wewnętrznej biedy.
Co wyraża ta modlitwa
Obrazy ukrytych ran, lęku i domowych konfliktów pomagają nazwać to, co trudno wypowiedzieć. Prośby dotyczą przemiany własnego postępowania oraz większej zdolności kochania i przebaczania.
Jak modlić się tym tekstem
Każdego dnia wybierz przypisaną modlitwę i dołącz litanię. Tradycyjny termin przygotowania do święta Archaniołów to 20–28 września. Można podjąć nowennę także w osobistej potrzebie.
Tradycja i pochodzenie tekstu
Autorem modlitw na poszczególne dni jest Grzegorz Kiciński. Poetyckie porównania mają charakter osobistego języka modlitwy, a nie dosłownego opisu działania aniołów.
Źródło tekstu: Modlitwy na dziewięć dni: Grzegorz Kiciński, Fundacja Aniołów Miłosierdzia. Autor litanii niewskazany.




Komentarze