W terminologii religijnej mianem cudu określa się zjawisko lub wydarzenie, którego nie da się wytłumaczyć za pomocą rozumu i wszelkich znanych i obowiązujących w świecie zasad.

Sytuacja, którą można zaklasyfikować do tej grupy zdarzeń nadprzyrodzonych, miała miejsce w województwie małopolskim. Młoda siostra zakonna Lidia Władysława Gurgul zaledwie rok po wstąpieniu do zgromadzenia Albertynek zapada na bardzo poważną chorobę. Początkowo zdiagnozowano u niej anginę. Kilkudniowe leczenie nie przyniosło tak dobrych rezultatów, jak się spodziewano, ale mimo to wraz z innymi siostrami została wysłana, aby pracować przy młóceniu zboża i w pralni. Nie oszczędzała się, mimo że nie czuła się najlepiej. Jej kiepski stan zdrowia zauważyła siostra pełniąca w zakonie rolę infirmerki, dbającej o zdrowie. Wraz z mistrzynią nowicjatu podjęły decyzję o tym, że powinien obejrzeć ją lekarz. Postawił on jednak błędne rozpoznanie i dał leki, które nie przynosiły spodziewanych rezultatów. Lidia traciła siły a choroba przybierała na sile.

Dopiero 20 lutego 1950 roku po specjalistycznych badaniach postawiono właściwe rozpoznanie. Gruźlica. Siostra została umieszczona w Miejskim Szpitalu Przeciwgruźliczym w Krakowie. Mimo, że leczenie się rozpoczęło nie przynosiło praktycznie żadnych rezultatów. Medycy zdecydowali się na operację. Śluby zakonne, które miała złożyć Lidia ze względu na jej niepewny stan zdrowia musiały zostać przesunięte w czasie, co ogromnie odbiło się na jej stanie zdrowia.

Gdy siostra nie zgodziła się na zaproponowaną przez doktora kolejną operację została wypisana do domu. Zgromadzenie zdecydowało się na przewiezienie jej na zakopiańskie Kalatówki, gdzie znajdował się dom zakonny i umieszczeniu jej w specjalnym pokoju przystosowanym do osób chorych na gruźlicę.

Zgodnie z zaleceniami lekarza miała ona dużo przebywać na słońcu, przesiadując na balkonie, ale okazało się to dla niej zbyt wyczerpującym zajęciem dlatego większość czasu spędzała w samotności z zamkniętym pokoju. Siostry dbały o to, aby niczego jej nie brakowało. Regularnie otrzymywała posiłki oraz możliwość przyjęcia Komunii Świętej.

Lidia marzyła o przyjęciu ślubów, ale aby to mogło się stać musiałaby wcześniej wyzdrowieć. Pozostałe zakonnice podsunęły koleżance skuteczną ich zdaniem metodę na całkowite uwolnienie się od choroby. Miało jej w tym pomóc połknięcie niewielkiego kawałeczka pochodzącego z trumny matki Bernardyny a drugiego takiego samego przyszycie do koszuli, w której była operowana. Rozpoczęła również w tej intencji specjalną nowennę.

Cud za wstawiennictwem Służebnicy Bożej otrzymała praktycznie od razu. Tego samego dnia ustąpiły uciążliwe objawy choroby. Zostały również przeprowadzone specjalistyczne badania. Potwierdziły one jedynie dobry stan zdrowia Lidii. Po gruźlicy nie było, ani śladu.

Od czasu wyzdrowienia siostra Gurgul nigdy więcej nie zapadła na równie poważną chorobę. Codziennie okazuje swoją wdzięczność Bogu i matce Jabłońskiej za uratowanie życia, które mogła poświęcić na chwałę Najwyższego.